Ręcznie robiona książeczka dla dzieci (2) „KROWA”

Przedstawiam drugą, ręcznie wykonaną książeczkę z serii Homemade Books Collection Justyna Matyjasiak 2019.

Książeczka stworzona została z myślą o moim prawie już (niedługo) 4-letnim synku. Uwielbia zwierzęta w każdej postaci: sztuczne, prawdziwe, w powietrzu, na lądzie, na obrazku. Zwierzęta z całą pewnością są jedną wielką fiksacją (fascynacją) synka, a wyjątkowo upodobał sobie właśnie krowę. Synek jeszcze nie mówi, choć powoli zaczyna się przełamywać. Pojawiają się pierwsze samogłoski, sylaby, powtarzanie odgłosów zwierząt. Dźwięk muczenia krowy opanował do perfekcji już jakiś czas temu i muczenie w naszym domu jest codziennością.
Synek książeczkę polubił bardzo. Jakże mogłoby być inaczej? Przedstawia przecież nic innego, jak właśnie krowę w tak wielu odsłonach.

Książeczka wykonana została z albumu do scrapbookingu na spirali.
Zdjęcia http://www.pixabay.com
Pomysł Justyna Matyjasiak
Wykonanie Justyna Matyjasiak

Ręcznie robiona książeczka dla dzieci (1) „Odgłosy zwierząt”

„Odgłosy zwierząt” 
Homemade Books Collection
Justyna Matyjasiak
Skarżysko Kamienna 2019

„Odgłosy zwierząt” to książeczka wykonana ręcznie głównie przy użyciu materiału filcowego.
Kolorowa, dwustronna, rozkładana jak harmonijka.
Można ją zawiesić na ścianie lub rozłożyć na regale.

Przedstawia podobizny 7 zwierzątek:
kot, owca, koń. krowa, sowa, mysz, pies
oraz napisy odgłosów jakie wydają. 

Książeczka dedykowana jest mojemu synkowi, który uczy się mówić. Wprost uwielbia zwierzęta, wszystkie; prawdziwe i sztuczne, małe i duże, biegające po ziemi i te, fruwające w powietrzu. To właśnie odgłosów tych konkretnych zwierzątek nauczył się jako pierwszych.

Książeczka jest jednym z wielu pomysłów na to, jak można z dzieckiem w domu uczyć się w sposób kreatywny i ciekawy.

Felieton (1) „Czy można zabić dziecko i uniknąć kary?”

Artykuł został opublikowany na stronach:

http://informacje24.co.uk/wielka-brytania/wiadomosci-wb/13537-czy-mozna-zabic-dziecko-i-uniknac-kary-historie-zyciem-pisane.html

http://wirtualnapolonia.com/2015/03/13/czy-mozna-zabic-dziecko-i-uniknac-kary/

***

Monika decyzję o aborcji podjęła w dniu, kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży. W Anglii aborcja jest legalna. Wystarczy wizyta u lekarza pierwszego kontaktu, który kieruje na odpowiedni zabieg.

Nawet przez chwilę nie zastanawiała się nad swoją decyzją. Przerażenie odebrało jej rozum, a spontaniczna, nie do końca przemyślana decyzja, pozostała nieodwracalna w skutkach.

Monika po 8 latach wciąż wspomina dzień, w którym zabiła swoje dziecko. Bardzo żałuje swojej decyzji, wie, że teraz zrobiłaby inaczej. Gdyby kiedyś wiedziała jaki odcisk na psychice pozostawi jej to wydarzenie nigdy nie zdecydowałaby się na aborcję. Ma teraz 38 lat, pomimo tego, że wielokrotnie próbowała nigdy już nie udało jej się zajść w ciążę. Wewnętrznie przeżywa swoją tragedię. Przyzwyczaiła się do widoku łez w swoich oczach. Pogodziła się z losem niespełnionej i nieszczęśliwej kobiety.

Monikę poznałam w Londynie, gdzie wspólnie pracowałyśmy w jednej z firmy consultingowych. Przez krótki czas była mi bardzo bliską osobą i dobrą koleżanką, o którą tak ciężko na obczyźnie. Nasze drogi po roku rozeszły się i dopiero niedawno, zupełnie przypadkowo, spotkałyśmy się na lotnisku Luton w Anglii. Okazało się, że czekałyśmy na ten sam samolot. Przegadałyśmy całe dwie godziny, a jak tylko samolot wylądował w Polsce usiadłyśmy w jednej z lotniskowych kafejek na kolejne kilka godzin. Monika tej rozmowy potrzebowała dużo bardziej ode mnie. Nie umiałam odmówić i odejść, chciałam pomóc i chociaż wysłuchać. Wtedy też dowiedziałam się, jak wyglądało jej życie, od kiedy dokonała aborcji. Opowiedziała mi o wielu nieprzespanych nocach, o morzu wylanych łez, o wewnętrznym strachu, o wielokrotnych spowiedziach w konfesjonale z nadzieją na rozgrzeszenie. Jej historia była wyjątkowo smutna, czułam jej ból i bardzo jej współczułam.

Badania naukowców z Nowej Zelandii wskazują na 30% zwiększenie częstości zaburzeń psychicznych u kobiet, które poddały się aborcji. Z kolei badania fińskie, przeprowadzone w latach 1987 – 1994 pokazują, że odsetek samobójstw kobiet, które dokonały aborcji był dwukrotnie wyższy (34%) od odsetka samobójstw po samoczynnym poronieniu (18%) i 6-krotnie wyższy od samobójstw po udanym porodzie (5,4%).

Na stronie http://www.poradnikzdrowie.pl natrafiłam na ciekawą wypowiedź psychologa.
Zdaniem Doroty Drozdowskiej-Szymborskiej, każda aborcja pozostawia ślad w psychice kobiety i to bez względu na przyczyny i okoliczności, jakie jej towarzyszyły – W psychologii funkcjonuje tzw. zespół straty – także straty po usuniętym podczas aborcji zarodku. Zabieg usunięcia ciąży może wywoływać rozmaite emocje – od poczucia winy po złość, agresję. Jeśli decyzja o aborcji została podjęta pod wpływem presji środowiska, partnera, zbyt pochopnie, to uczucie straty z pewnością będzie silniejsze. To zaś może doprowadzić do poważnych zaburzeń psychicznych, także depresji i to nawet po wielu latach. Dlatego tak ważna jest opieka psychologa w takich przypadkach. Najlepiej i przed, i po aborcji – wyjaśnia Dorota Drozdowska-Szymborska.

Kiedy wróciłam do Anglii długo nie mogłam zapomnieć naszej wspólnej rozmowy z Moniką. Było mi przykro, że tak zmarnowała sobie życie. Monika była wyjątkowo inteligentną osobą, ukończyła studia w Anglii, od kilku lat prowadziła własną firmę. Była spełniona w małżeństwie, w życiu zawodowym, ale jednocześnie jak bardzo nieszczęśliwa z samą sobą.

Wiem, że takich kobiet jak ona jest dużo więcej. Statystyk oddających prawdziwą sytuację nigdzie nie znajdziemy. Same musimy odpowiedzieć sobie na pytanie ile znajomych nam koleżanek dokonało aborcji i jak się teraz z tym czują. Osobiście nie znam żadnej, która byłaby z tego dumna i rozpowiadałaby dookoła o swojej decyzji. Zwykle takie tematy utrzymywane są w tajemnicy, a my przecież powinniśmy o tym mówić. Niech matki rozmawiają z córkami, babcie z wnuczkami, ojcowie z synami, koleżanki z koleżankami. To nie może być temat tabu.

Pomyślałam, że może historia Moniki powinna ujrzeć światło dziennie. Monika dla mnie reprezentuje obraz tak wielu kobiet na świecie, obraz, który należy opisać i go pokazać światu. Faktyczne przeżycia kobiety są przecież doskonałym świadectwem, jak ogromnym błędem jest decyzja o aborcji, nie tylko z faktu zabijania niewinnej istoty, ale również niszczenia własnego siebie.

Jeśli przynajmniej 1 osoba czytająca ten artykuł zmieni zdanie i zrezygnuje z aborcji, to uznam, że odniosłam sukces.

Kilka dni temu, na jednym z forum internetowych natknęłam się na temat o aborcji. Postanowiłam napisać krótką notkę, z prośbą o kontakt jeśli któraś z kobiet zdecyduje się na udzielenie wywiadu, anonimowość była gwarantowana. Chciałam znaleźć więcej kobiet, które dokonały aborcji i chciałyby o tym opowiedzieć. Chciałam dowiedzieć się więcej o ich życiu i przyczynie podjęcia właśnie takiej decyzji. Myślałam o wykorzystaniu tego wywiadu do mojego artykułu, oczywiście tylko za zgodą.

W odpowiedzi dostałam zaledwie kilka wiadomości e-mailowych szkalujących moją osobą, wyzywając mnie od najgorszych, starając się odwieść mnie od mojego planu.

Któregoś jednak dnia telefon zadzwonił.

– Ja w sprawie aborcji – usłyszałam, gdy odebrałam.

– Tak, słucham panią – odpowiedziałam.

– Mieszkam w Polsce, muszę dokonać aborcji. Nie wiem do kogo się udać. Jestem przygotowana na wyjazd do Anglii. Proszę mi pomóc.

„Droga Koleżanko, która dzwoniłaś do mnie 25-ego lutego o godzinie 20:19 czasu polskiego. Być może akurat czytasz teraz mój artykuł. Pamiętaj, że aborcja nie jest jedynym rozwiązaniem w twojej sytuacji. Jeśli nie jesteś gotowa na macierzyństwo lub obawiasz się tego z jakiegoś powodu, pamiętaj, że są inne sposoby. Dziecko, po urodzeniu możesz pozostawić w szpitalu. Tam masz możliwość, by się go zrzec. Tę decyzję możesz podjąć zarówno przed porodem jak i bezpośrednio po nim. Taka decyzja jest lepsza od zabójstwa. Inną opcją jest Okno Życia. Są placówki, które umożliwiają ci anonimowe i bezpieczne pozostawienie noworodka. Więcej informacji na stronie http://www.hli.org.pl/drupal/pl/node/9681

Nie wiem, czy dałam ci wystarczająco dużo duchowego wsparcia, kiedy zadzwoniłaś. Mam jednak nadzieję, że przekonałam cię, że popełniasz błąd. Nie można zabić dziecka i uniknąć kary. Wierzę, że jeszcze nie jest za późno. Będę się modlić za ciebie, abyś pokochała swoje dziecko i nie skrzywdziła go; Ono ci kiedyś podziękuje”.

Zgadzam się z wypowiedzią Jacka Kotuli z dnia 2011-04-17, który to udzielił wywiadu Radiu Rzeszów – „Oczywiście ,że mordowanie niewinnych, bezbronnych istot ludzkich w milionach można przyrównać do holokaustu, bo aborcji rocznie dokonuje się 50 mln (wg szacunków WHO). Do dzieci poczętych zastosowano tę samą analogię co do Żydów. To ludobójstwo przerasta wielokrotnie ludobójstwo zastosowane przez hitlerowców wobec Żydów, bo corocznie w Chinach dokonuje się 10 mln aborcji, w Indich-6 mln, w Rosji 3mln. Podobnie w Unii EU zabija się 3 mln dzieci rocznie co daje jedno abortowane dziecko co 11 sekund!”

Osobiście uważam, że życie dziecka rozpoczyna się w momencie poczęcia i w tym samym momencie kobieta staje się matką i rozpoczyna się jej macierzyństwo. Kobieta staje jedynie przed decyzją, czy kontynuować macierzyństwo, czy je przerwać.

Czy można więc zabić dziecko i uniknąć kary? Z całą pewnością nie można. Ze świadomością zabójstwa trzeba żyć później całe życie. Zastanów się jakie to będzie życie!

 ***

Wiersz (2) „Nienarodzone”

Wiersz został opublikowany na:

http://wirtualnapolonia.com/2015/03/13/czy-mozna-zabic-dziecko-i-uniknac-kary/ (pod tekstem „Czy można zabić dziecko i uniknąć kary?”)

***

Córeczko, czy synu, tego się nie dowiem,
pod sercem wyczułam, ale głośno nie powiem.

Maleństwo długo wyczekiwane,
czemu ujrzeć ciebie nie było mi dane?

Odeszło tak szybko, nienarodzone,
w mych myślach na zawsze pozostawione.

Zasnęło na wieki.
Zamknęło powieki.

Kto wytłumaczy jak to się stało,
że w trzecim miesiącu twoje serduszko bić przestało?

Czyja to wina?
Do kogo mieć żal?
Ze łzami w oczach zakładam czarny szal.

I jak co rano wstaję o poranku,
myśląc o tobie w każdej chwili, bez ustanku.
Żegnam się i odmawiam modlitwę,
tocząc z Bogiem swą prywatną bitwę.

Wiem, że przeszłości nigdy nie zmienię
i już zawsze będę dźwigać ból, jak ciężkie kamienie.

***

Wiersz (1) „Bezsenność”

22222222

W kwietniu 2014 roku wiersz Bezsenność został wyróżniony w Konkursie na wiersz miłosny zorganizowanym przez JPII Polish American Poets Academy.
Wiersz wraz z innymi pracami konkursowymi znalazł się w antologii wierszy Wielkiej miłości spotkanie”

***

zegar wybija północ
nie widzę już twarzy

w środku nocy
wyglądam przez okno

słyszę tylko fale
uderzające o brzeg

odgłosy fal głośne
za głośne

noc długa jak nigdy
za długa

ja jakby sama choć z nim
jest ale go nie ma

jego czuły dotyk
uleczyłby mój umysł

ciepłe spojrzenie
otuliło jak pierzyną

gorący pocałunek
zamknąłby powieki

a słowo kocham w sen by wprowadziło.

Opowiadanie (1) „Na Skrzydłach Ikara”

konkursSAMSUNG

Opowiadanie pt. „Na skrzydłach Ikara” w sierpniu 2012 roku zajęło I miejsce w ogólnopolskim konkursie literackim pt. „Na skrzydłach Ikara” zorganizowanym przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Mieleckiej im. Władysława Szafera w Mielcu.

***

Na balkonie znalazła gołębie gniazdo. W środku były trzy jaja.

– Tomku – zawołała syna
– Co?
– Jest szansa na poranną jajecznicę z gołębich jaj.
– Wolałbym kurze.
– Niestety nie ma wyboru.

Tomek po chwili pojawił się na balkonie tuż obok mamy.
– Gniazdo? – Zapytał
– Aha

Posklejane gałązki drzewa leżały w jednej kupce, tworząc gniazdo ledwo zauważalne pod dużą, starą anteną leżącą na balkonie.

– Niedługo się wylęgną – powiedziała mama
– Co chcesz z nimi zrobić? – Zapytał
– Nie wiem. Nie możemy tego gniazda tak po prostu zostawić.
– Nie chcesz go chyba zniszczyć
– Zniszczyć, nie, nie chcę go zniszczyć. Musi stąd zniknąć.
– Mamo, nie możesz zjeść jaj i wyrzucić gniazda.
– Przecież dobrze wiesz, że żartowałam z tą jajecznicą.
– Zostaw ich, niech się na spokojnie wylęgną.
– Tomek, opanuj się. Gołąb to nie zwierzątko domowe. Nie możemy oddać na własność naszego balkonu ptakom. Jeśli nie zareagujemy teraz wkrótce tu będzie dziesięć gniazd i trzydzieści jaj do wysiedzenia.
– I będzie problem, kto je wysiedzi, tak?
– OK, może trochę przesadzam, ale wolę dmuchać na zimne. Dobra, niech zostaną jeszcze kilka dni, ale ty później sprzątasz balkon.
– Umowa stoi.

Tomek, od tamtego dnia obserwował gniazdo gołębie codziennie. Czekał na moment, kiedy małe się wylęgną a on będzie świadkiem ich nauki latania.

– Mamo, są malątka – krzyknął podekscytowany
– Ojojoj, jakie śliczne i malusieńkie
– Myślisz, że możemy jednego zatrzymać?
– Zupełnie zgołębiałeś. Jeśli choćby go dotkniesz gołębia mama to wyczuje i go odrzuci. Pewnie też wyrzuci go z gniazda i będzie skazany na śmierć.

Minęło kilka tygodni, od kiedy gołębie odleciały.
Tomek wciąż miał w pamięci jak stawiały pierwsze kroki i podejmowały pierwsze próby latania.

Wyszedł na balkon.
Spoglądał na niebo licząc, że dostrzeże gołębice z małymi.
Na niebie nie było ani śladu małych ani żadnych innych ptaków.

– Tomku, obiad – krzyknęła mama
– Co dziś jemy? – Zapytał
– Gołąbki – odpowiedziała
– Co? – Spytał zaskoczony
– Ha Ha Ha. Taki żarcik z mojej strony
– Aha, w sumie nawet trochę śmieszny.

Usiedli do stołu.
Tomek posmakował zupy.
– Pyszna – pochwalił mamę
– Twoja ulubiona
– Salangama lepi białą czarkę wyłącznie ze swej śliny. Wykończenie gniazda zajmuje im około miesiąca – zagadnął
– Tego się dziś uczyliście w szkole? – Spytała zaciekawiona
– Myślałem o naszych gołębiach. Ile czasu zajmuje im zrobienie swojego gniazda?
– Nie wiem, ale myślę, że niebawem tu wrócą i będą ponownie próbować robić gniazdo, by złożyć jaja.
– Naprawdę tak myślisz?
– Instynkt będzie im podpowiadał powrót do znanego miejsca.

Dla Tomka pojawiła się nowa nadzieja, że ponownie może być świadkiem pierwszego lotu ptaków.

Rozpoczął obserwację balkonu.

Kilka dni później przyuważył gołębia lecącego prosto na jego balkon.
W dziobie miał gałązkę.

– Zaczęło się – krzyknął do mamy
– Serial? – Spytała mama
– Mamuś, może ciężko ci będzie w to uwierzyć, ale istnieją dużo ciekawsze rzeczy niż seriale telewizyjne
– Ojojoj, wiem. Fascynująca jest również gra w farmę na n-k.
– Masz nowe zadania do wykonania?
– Muszę wyprodukować 30 ptasich piór.
– To pióra można produkować?
– W świecie gier i fantazji wszystko jest możliwe. Posadzę rotalę i jak będzie gotowa nakarmię nią ptaki. Pióra będą gotowe po kilku minutach.
– To jak już posadzisz rotalę przyjdź na balkon.

Na balkonie znalazła kilka suchych gałązek ułożonych obok siebie.

– Tylko mi nie mów, że gołębie zaczęły lepić gniazdo – powiedziała
– Chyba wykrakałaś
– Tomku, krótka piłka. Wyrzuć te gałązki za balkon.
– Mamuś, nie.
– Jak to nie? Tomku, nie żartuj sobie. Kto będzie sprzątał ten balkon? Pamiętasz przecież, do jakiego stanu gołębie doprowadziły go poprzednio.
– Mamuś, była umowa, że ja zajmę się balkonem.

Weszła z powrotem do pokoju.
Usiadła na kanapie.
Zamyśliła się.
– Mamo – usłyszała głos syna. Mamo, czemu płaczesz?

Nagle zdała sobie sprawę, że łzy ciekły jej po policzkach.

– Kochanie, przepraszam. To zupełnie nieświadomie. Zamyśliłam się. Myślałam przez chwilę o twoim ojcu. Miał taką samą pasję do latania jak ty. Przypomniałeś mi go tą całą gołębią sytuacją.
– Jaki on był? – Zapytał
– Odważny – odpowiedziała. Latanie to było całe jego życie.
– Mało o nim mówisz
– To było dawno temu. Niewiele już pamiętam.
– Jak to było?
– To bardzo bolało, wiesz? Twój tata był wielką miłością mojego życia. Kiedy zginął, bardzo to przeżyłam.
– Mamo, ja też chce latać.

Spojrzała na niego ze strachem w oczach.
Nigdy nie rozmawiali o tym wcześniej.
Bała się, że kiedyś może dojść do takiej rozmowy.
Bała się, że pasję odziedziczy po ojcu.

– Jak latać? Jak ptaki? – Zapytała
– Tak, jak ptaki. Chce poczuć to, co one czują, kiedy wzbijają się coraz wyżej i wyżej.
– Ludzie to nie ptaki, nie umieją latać. Potrzebujesz skrzydeł, których nie masz.
– Samolot ma skrzydła
– Chcesz zostać pilotem?

Pobiegł do pokoju i z plecaka wyciągnął kartkę papieru. Pospiesznie przyniósł do pokoju i pokazał matce.
– Aeroklub organizuje kursy teoretyczne, które umożliwią po ich ukończeniu praktyczną naukę latania. Kurs teoretyczny do uzyskania licencji pilota samolotowego turystycznego. Spotkanie organizacyjne- 25 marca – przeczytała. Co to jest?
– Mamo, to dla mnie ważne.
– Tomku, ty nic nie rozumiesz. Ja nie chce cię stracić. Najpierw twój ojciec, teraz ty.
Dlaczego akurat latanie? Dlaczego nie możesz być lekarzem, nauczycielem, czy muzykiem? Jest tyle ciekawych rzeczy, które mógłbyś robić tu, na ziemi. Po co ci to?
– Kocham Cię mamo i nie chcę robić rzeczy, które cię ranią lub smucą. Obiecaj mi jednak, że pomyślisz o tym.

Nie mogła spać tej nocy. Myśli wciąż krążyły wokół rozmowy z synem.
– O Boże, co ja mam zrobić? – Zadawała sobie pytania w myślach.

Wstała około 11:00 rano z potwornym bólem głowy.
Wzięła prysznic, wyszła na balkon i zapaliła papierosa.
To był pierwszy papieros od 6 lat.
Była dumna z siebie, kiedy rzuciła palenie, ale czuła, że kiedyś przyjdzie dzień, kiedy sytuacja życiowa zmusi ją do powrotu do nałogu.

– On będzie latał, czy tego chcesz czy nie – usłyszała od przyjaciółki.

Rozłączyła się. Nie to chciała usłyszeć.

– Tato, co u ciebie? – Zapytała
– Dobrze wszystko – odpowiedział
– Potrzebuję z tobą porozmawiać.
– Coś się stało?
Łzy napłynęły jej do oczu. Nie potrafiła powstrzymać płaczu.

– Co się dzieje? – Zapytał ojciec
– On chce latać – powiedziała
– Tomek?
– Powiedział, że chce uczyć się latać. Powiedział, że chce być pilotem i chce latać.
– Zawód jak każdy inny
– Tato, a co jeśli to znowu się wydarzy?
– Nie możesz zakładać najgorszego. Pozwól mu spróbować i wtedy niech sam wybierze, co dla niego najlepsze. Jeśli pokocha latanie nie będziesz mogła mu tego zabronić.

Odłożyła słuchawkę.
Bała się, że znowu straci kogoś bliskiego.
Czuła swoją bezradność i to ją przerażało.

Otworzyła szafę.
Stanęła na palcach i sięgnęła po stare pudełko wciśnięte gdzieś w kąt.
Usiadła na krześle i otworzyła wieko.
Poczuła zapach wspomnień sprzed 18 lat.

Przeglądała zdjęcia, listy, kartki urodzinowe.
Znalazła koraliki, takie czerwone, prezent od Marka.
Spojrzała na wycinek z gazety.
Otworzyła złożony papier, aby dotrzeć do wnętrza.

– Mały samolot pasażerski rozbił się chwilę po starcie – zaczęła czytać.
Wspomnienia zaczęły wracać.
Zerknęła na zdjęcia kapitana załogi.
Marek był przystojnym mężczyzną, a mundur dodatkowo podkreślał jego męskość.
Nie pamiętała tego zdjęcia.

Usłyszała dzwonek do drzwi.
– Tato – powiedziała z ulgą na widok ojca przed drzwiami. Jak cieszę się, że jesteś.
Zaczęła płakać.
– Już dobrze – pocieszał tata

Weszli do pokoju. Pokazała mu swoje pudło wspomnień.
– Nigdy nie pojechałam na miejsce katastrofy, wiesz? – Powiedziała. Nie byłam nawet na cmentarzu od dnia pogrzebu. Wole myśleć, że odszedł i może kiedyś wróci. Wybieram tą opcję. Wciąż ciężko mi pogodzić się z jego śmiercią.

– Chodź – powiedział tata wyciągając do niej rękę
– Gdzie chcesz iść? – Zapytała
– Już czas, abyś zmierzyła się ze swoją przeszłością. Ja za Ciebie tego nie zrobię, ale mogę dodać ci odwagi.

Wsiedli do czarnego mercedesa zaparkowanego przed jej domem.
Samochód był stary, ale bardzo go lubiła, miała z nim związanych wiele miłych wspomnień.

Całą drogę nie zamienili słowa.
Przypominała sobie dzień, kiedy rozpromieniona wracała od lekarza.
Miała taką dobrą wiadomość dla męża.
Dzwoniła do niego kilka razy, ale komórka była wyłączona.

Przypominała sobie moment, kiedy wieczorem zadzwonił dzwonek do drzwi.
– Proszę pojechać z nami – usłyszała. Chodzi o pani męża.

Wiele tego, co wydarzyło się później wymazała z pamięci. Chyba zemdlała, albo po prostu nie chciała pamiętać.
Pogrzebu tez nie pamięta.

Kiedy tylko dotarli na miejsce ona nagle poczuła się silniejsza.
Nie pamiętała, którą alejką iść, aby znaleźć jego grób.

– W prawo – pokierował tata

Dalej poszła sama.

Przy grobie stała ławeczka. Usiadła.

– Przepraszam cię – zaczęła, spoglądając na zdjęcie męża. Przepraszam, że tak długo mnie tu nie było. Nie umiałam. Po prostu nie potrafiłam się z tym pogodzić. Marek, wiesz, że zawsze tylko ty. Wiesz, że ja wciąż czekałam aż wrócisz. Głupie, prawda?

Odbyła pierwszą bardzo długą rozmowę ze swoim mężem.
Pierwsza rozmowa od lat.
Pierwsza taka szczera, od serca.

– Pojedź tam ze mną – usłyszała od syna wieczorem w domu.
– Dzień Otwarty w Aeroklubie – przeczytała podaną informację.
– Kochanie, przecież już o ty rozmawialiśmy.
– Mamuś, ja potrzebuję twojej aprobaty. Chcę, abyś była ze mnie dumna.
– Kochanie, jestem i zawsze będę. Jesteś moim najmądrzejszym synem, jakiego mam
– Bo jedynym?
– Zbieg okoliczności.
– Mamuś, co ty na to?
– Tomku, wiem, że teraz trudno ci będzie się z tym pogodzić, ale jak kiedyś będziesz miał swoje dzieci to mnie zrozumiesz.
– Nie zgadzasz się?
– Nie potrafię
– Mamuś, przecież wszystko będzie dobrze. Latanie to nie wyrok. Latanie jest fantastyczne, sprawia, że czujesz się wolny.
– A skąd wiesz? – Zapytała zaciekawiona
– Coś tam już próbowałem
– Jak to próbowałeś? Co próbowałeś?
– Ojciec Wojtka ma awionetkę

Znowu nie mogła spać tej nocy.
Cała ta historia z lataniem była jak koszmar.
Absolutnie rujnuje jej życie.

– Dzień Dobry – przywitała się, kiedy usłyszała głos po drugiej stronie słuchawki. Jestem mamą Tomasza. Nie chcę zabierać pańskiego cennego czasu, dlatego od razu przejdę do rzeczy. Nie chciałabym, aby mój syn latał z panem awionetką. Jako matka nie wyrażam na to zgody.
– Tomek skończył już 18 lat, prawda? – Usłyszała odpowiedź.
– No tak, ale on jeszcze jest taki młody i nieodpowiedzialny.
– Jestem wykwalifikowanym pilotem i pracuje w zawodzie od 20 lat. Myślę, że pani obawy są bezpodstawne.
– Tak, być może ma pan rację, ale jednak zostanę przy swoim. Nie chcę, aby latał. Na symulatorze może sobie polatać, ale nie w powietrzu.
– Symulator to dopiero początek
– Proszę pana. Proszę postawić się w mojej sytuacji. Jeśli miałabym wybierać, to wolałabym, aby syn jednak bawił się na ziemi, że tak powiem.
– Ale to on wybiera zabawki.
– Pan nic nie rozumie, prawda? Ma pan dzieci?
– No tak. Wojtek to przecież mój syn.
– I co, pozwala mu pan latać?
– On to pokochał, tak jak ja. To jest jego pasja. Nie mogę mu tego zabronić.
– Widzę, że nie ma sensu z panem rozmawiać. Żegnam pana – odłożyła słuchawkę

Była oburzona.

– Mamuś, zaprosiłem dziś na obiad Wojtka i jego tatę – usłyszała od syna, kiedy wrócił ze szkoły. Chcę, abyś go poznała.
– Już go poznałam
– Wiem, słyszałem o twoim opiekuńczym telefonie. Bardzo go rozbawiłaś. Nie może się doczekać, aby cię poznać.

– Co to jakaś randka?

– Zobaczymy, co z tego wyjdzie. A tak swoją drogą, to fajny z niego gość. To co, ugotujesz coś pysznego?
– Pizzę sobie zamówcie
– I to nie jest zły pomysł

Nie planowała się specjalnie szykować na ten wieczór, tym bardziej, że już nie lubiła tego mężczyzny, choć jeszcze go nie znała.
– Tata Wojtka – przedstawił go Tomek. Moja mama – wskazał na nią

Uśmiechnęła się i on też się uśmiechnął.

– Tak nagle odłożyła pani słuchawkę – powiedział

Szkoda, że dzieci są w domu – pomyślała i od razu przeraziła ją ta myśl. Od lat nie myślała o żadnym mężczyźnie w ten sposób.

– Następną kolację zjemy tylko we dwójkę – powiedział

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

– Jutro o godzinie 8 rano planujemy polatać z młodzieżą moją awionetką. Mamy jedno wolne miejsce i nie wyobrażam sobie, aby mogło być zajęte przez kogoś innego.

– Zaproszenie przyjęte – powiedziała i aż sama się zdziwiła, z jaką łatwością je przyjęła.