Opowiadanie (1) „Na Skrzydłach Ikara”

konkursSAMSUNG

Opowiadanie pt. „Na skrzydłach Ikara” w sierpniu 2012 roku zajęło I miejsce w ogólnopolskim konkursie literackim pt. „Na skrzydłach Ikara” zorganizowanym przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Mieleckiej im. Władysława Szafera w Mielcu.

***

Na balkonie znalazła gołębie gniazdo. W środku były trzy jaja.

– Tomku – zawołała syna
– Co?
– Jest szansa na poranną jajecznicę z gołębich jaj.
– Wolałbym kurze.
– Niestety nie ma wyboru.

Tomek po chwili pojawił się na balkonie tuż obok mamy.
– Gniazdo? – Zapytał
– Aha

Posklejane gałązki drzewa leżały w jednej kupce, tworząc gniazdo ledwo zauważalne pod dużą, starą anteną leżącą na balkonie.

– Niedługo się wylęgną – powiedziała mama
– Co chcesz z nimi zrobić? – Zapytał
– Nie wiem. Nie możemy tego gniazda tak po prostu zostawić.
– Nie chcesz go chyba zniszczyć
– Zniszczyć, nie, nie chcę go zniszczyć. Musi stąd zniknąć.
– Mamo, nie możesz zjeść jaj i wyrzucić gniazda.
– Przecież dobrze wiesz, że żartowałam z tą jajecznicą.
– Zostaw ich, niech się na spokojnie wylęgną.
– Tomek, opanuj się. Gołąb to nie zwierzątko domowe. Nie możemy oddać na własność naszego balkonu ptakom. Jeśli nie zareagujemy teraz wkrótce tu będzie dziesięć gniazd i trzydzieści jaj do wysiedzenia.
– I będzie problem, kto je wysiedzi, tak?
– OK, może trochę przesadzam, ale wolę dmuchać na zimne. Dobra, niech zostaną jeszcze kilka dni, ale ty później sprzątasz balkon.
– Umowa stoi.

Tomek, od tamtego dnia obserwował gniazdo gołębie codziennie. Czekał na moment, kiedy małe się wylęgną a on będzie świadkiem ich nauki latania.

– Mamo, są malątka – krzyknął podekscytowany
– Ojojoj, jakie śliczne i malusieńkie
– Myślisz, że możemy jednego zatrzymać?
– Zupełnie zgołębiałeś. Jeśli choćby go dotkniesz gołębia mama to wyczuje i go odrzuci. Pewnie też wyrzuci go z gniazda i będzie skazany na śmierć.

Minęło kilka tygodni, od kiedy gołębie odleciały.
Tomek wciąż miał w pamięci jak stawiały pierwsze kroki i podejmowały pierwsze próby latania.

Wyszedł na balkon.
Spoglądał na niebo licząc, że dostrzeże gołębice z małymi.
Na niebie nie było ani śladu małych ani żadnych innych ptaków.

– Tomku, obiad – krzyknęła mama
– Co dziś jemy? – Zapytał
– Gołąbki – odpowiedziała
– Co? – Spytał zaskoczony
– Ha Ha Ha. Taki żarcik z mojej strony
– Aha, w sumie nawet trochę śmieszny.

Usiedli do stołu.
Tomek posmakował zupy.
– Pyszna – pochwalił mamę
– Twoja ulubiona
– Salangama lepi białą czarkę wyłącznie ze swej śliny. Wykończenie gniazda zajmuje im około miesiąca – zagadnął
– Tego się dziś uczyliście w szkole? – Spytała zaciekawiona
– Myślałem o naszych gołębiach. Ile czasu zajmuje im zrobienie swojego gniazda?
– Nie wiem, ale myślę, że niebawem tu wrócą i będą ponownie próbować robić gniazdo, by złożyć jaja.
– Naprawdę tak myślisz?
– Instynkt będzie im podpowiadał powrót do znanego miejsca.

Dla Tomka pojawiła się nowa nadzieja, że ponownie może być świadkiem pierwszego lotu ptaków.

Rozpoczął obserwację balkonu.

Kilka dni później przyuważył gołębia lecącego prosto na jego balkon.
W dziobie miał gałązkę.

– Zaczęło się – krzyknął do mamy
– Serial? – Spytała mama
– Mamuś, może ciężko ci będzie w to uwierzyć, ale istnieją dużo ciekawsze rzeczy niż seriale telewizyjne
– Ojojoj, wiem. Fascynująca jest również gra w farmę na n-k.
– Masz nowe zadania do wykonania?
– Muszę wyprodukować 30 ptasich piór.
– To pióra można produkować?
– W świecie gier i fantazji wszystko jest możliwe. Posadzę rotalę i jak będzie gotowa nakarmię nią ptaki. Pióra będą gotowe po kilku minutach.
– To jak już posadzisz rotalę przyjdź na balkon.

Na balkonie znalazła kilka suchych gałązek ułożonych obok siebie.

– Tylko mi nie mów, że gołębie zaczęły lepić gniazdo – powiedziała
– Chyba wykrakałaś
– Tomku, krótka piłka. Wyrzuć te gałązki za balkon.
– Mamuś, nie.
– Jak to nie? Tomku, nie żartuj sobie. Kto będzie sprzątał ten balkon? Pamiętasz przecież, do jakiego stanu gołębie doprowadziły go poprzednio.
– Mamuś, była umowa, że ja zajmę się balkonem.

Weszła z powrotem do pokoju.
Usiadła na kanapie.
Zamyśliła się.
– Mamo – usłyszała głos syna. Mamo, czemu płaczesz?

Nagle zdała sobie sprawę, że łzy ciekły jej po policzkach.

– Kochanie, przepraszam. To zupełnie nieświadomie. Zamyśliłam się. Myślałam przez chwilę o twoim ojcu. Miał taką samą pasję do latania jak ty. Przypomniałeś mi go tą całą gołębią sytuacją.
– Jaki on był? – Zapytał
– Odważny – odpowiedziała. Latanie to było całe jego życie.
– Mało o nim mówisz
– To było dawno temu. Niewiele już pamiętam.
– Jak to było?
– To bardzo bolało, wiesz? Twój tata był wielką miłością mojego życia. Kiedy zginął, bardzo to przeżyłam.
– Mamo, ja też chce latać.

Spojrzała na niego ze strachem w oczach.
Nigdy nie rozmawiali o tym wcześniej.
Bała się, że kiedyś może dojść do takiej rozmowy.
Bała się, że pasję odziedziczy po ojcu.

– Jak latać? Jak ptaki? – Zapytała
– Tak, jak ptaki. Chce poczuć to, co one czują, kiedy wzbijają się coraz wyżej i wyżej.
– Ludzie to nie ptaki, nie umieją latać. Potrzebujesz skrzydeł, których nie masz.
– Samolot ma skrzydła
– Chcesz zostać pilotem?

Pobiegł do pokoju i z plecaka wyciągnął kartkę papieru. Pospiesznie przyniósł do pokoju i pokazał matce.
– Aeroklub organizuje kursy teoretyczne, które umożliwią po ich ukończeniu praktyczną naukę latania. Kurs teoretyczny do uzyskania licencji pilota samolotowego turystycznego. Spotkanie organizacyjne- 25 marca – przeczytała. Co to jest?
– Mamo, to dla mnie ważne.
– Tomku, ty nic nie rozumiesz. Ja nie chce cię stracić. Najpierw twój ojciec, teraz ty.
Dlaczego akurat latanie? Dlaczego nie możesz być lekarzem, nauczycielem, czy muzykiem? Jest tyle ciekawych rzeczy, które mógłbyś robić tu, na ziemi. Po co ci to?
– Kocham Cię mamo i nie chcę robić rzeczy, które cię ranią lub smucą. Obiecaj mi jednak, że pomyślisz o tym.

Nie mogła spać tej nocy. Myśli wciąż krążyły wokół rozmowy z synem.
– O Boże, co ja mam zrobić? – Zadawała sobie pytania w myślach.

Wstała około 11:00 rano z potwornym bólem głowy.
Wzięła prysznic, wyszła na balkon i zapaliła papierosa.
To był pierwszy papieros od 6 lat.
Była dumna z siebie, kiedy rzuciła palenie, ale czuła, że kiedyś przyjdzie dzień, kiedy sytuacja życiowa zmusi ją do powrotu do nałogu.

– On będzie latał, czy tego chcesz czy nie – usłyszała od przyjaciółki.

Rozłączyła się. Nie to chciała usłyszeć.

– Tato, co u ciebie? – Zapytała
– Dobrze wszystko – odpowiedział
– Potrzebuję z tobą porozmawiać.
– Coś się stało?
Łzy napłynęły jej do oczu. Nie potrafiła powstrzymać płaczu.

– Co się dzieje? – Zapytał ojciec
– On chce latać – powiedziała
– Tomek?
– Powiedział, że chce uczyć się latać. Powiedział, że chce być pilotem i chce latać.
– Zawód jak każdy inny
– Tato, a co jeśli to znowu się wydarzy?
– Nie możesz zakładać najgorszego. Pozwól mu spróbować i wtedy niech sam wybierze, co dla niego najlepsze. Jeśli pokocha latanie nie będziesz mogła mu tego zabronić.

Odłożyła słuchawkę.
Bała się, że znowu straci kogoś bliskiego.
Czuła swoją bezradność i to ją przerażało.

Otworzyła szafę.
Stanęła na palcach i sięgnęła po stare pudełko wciśnięte gdzieś w kąt.
Usiadła na krześle i otworzyła wieko.
Poczuła zapach wspomnień sprzed 18 lat.

Przeglądała zdjęcia, listy, kartki urodzinowe.
Znalazła koraliki, takie czerwone, prezent od Marka.
Spojrzała na wycinek z gazety.
Otworzyła złożony papier, aby dotrzeć do wnętrza.

– Mały samolot pasażerski rozbił się chwilę po starcie – zaczęła czytać.
Wspomnienia zaczęły wracać.
Zerknęła na zdjęcia kapitana załogi.
Marek był przystojnym mężczyzną, a mundur dodatkowo podkreślał jego męskość.
Nie pamiętała tego zdjęcia.

Usłyszała dzwonek do drzwi.
– Tato – powiedziała z ulgą na widok ojca przed drzwiami. Jak cieszę się, że jesteś.
Zaczęła płakać.
– Już dobrze – pocieszał tata

Weszli do pokoju. Pokazała mu swoje pudło wspomnień.
– Nigdy nie pojechałam na miejsce katastrofy, wiesz? – Powiedziała. Nie byłam nawet na cmentarzu od dnia pogrzebu. Wole myśleć, że odszedł i może kiedyś wróci. Wybieram tą opcję. Wciąż ciężko mi pogodzić się z jego śmiercią.

– Chodź – powiedział tata wyciągając do niej rękę
– Gdzie chcesz iść? – Zapytała
– Już czas, abyś zmierzyła się ze swoją przeszłością. Ja za Ciebie tego nie zrobię, ale mogę dodać ci odwagi.

Wsiedli do czarnego mercedesa zaparkowanego przed jej domem.
Samochód był stary, ale bardzo go lubiła, miała z nim związanych wiele miłych wspomnień.

Całą drogę nie zamienili słowa.
Przypominała sobie dzień, kiedy rozpromieniona wracała od lekarza.
Miała taką dobrą wiadomość dla męża.
Dzwoniła do niego kilka razy, ale komórka była wyłączona.

Przypominała sobie moment, kiedy wieczorem zadzwonił dzwonek do drzwi.
– Proszę pojechać z nami – usłyszała. Chodzi o pani męża.

Wiele tego, co wydarzyło się później wymazała z pamięci. Chyba zemdlała, albo po prostu nie chciała pamiętać.
Pogrzebu tez nie pamięta.

Kiedy tylko dotarli na miejsce ona nagle poczuła się silniejsza.
Nie pamiętała, którą alejką iść, aby znaleźć jego grób.

– W prawo – pokierował tata

Dalej poszła sama.

Przy grobie stała ławeczka. Usiadła.

– Przepraszam cię – zaczęła, spoglądając na zdjęcie męża. Przepraszam, że tak długo mnie tu nie było. Nie umiałam. Po prostu nie potrafiłam się z tym pogodzić. Marek, wiesz, że zawsze tylko ty. Wiesz, że ja wciąż czekałam aż wrócisz. Głupie, prawda?

Odbyła pierwszą bardzo długą rozmowę ze swoim mężem.
Pierwsza rozmowa od lat.
Pierwsza taka szczera, od serca.

– Pojedź tam ze mną – usłyszała od syna wieczorem w domu.
– Dzień Otwarty w Aeroklubie – przeczytała podaną informację.
– Kochanie, przecież już o ty rozmawialiśmy.
– Mamuś, ja potrzebuję twojej aprobaty. Chcę, abyś była ze mnie dumna.
– Kochanie, jestem i zawsze będę. Jesteś moim najmądrzejszym synem, jakiego mam
– Bo jedynym?
– Zbieg okoliczności.
– Mamuś, co ty na to?
– Tomku, wiem, że teraz trudno ci będzie się z tym pogodzić, ale jak kiedyś będziesz miał swoje dzieci to mnie zrozumiesz.
– Nie zgadzasz się?
– Nie potrafię
– Mamuś, przecież wszystko będzie dobrze. Latanie to nie wyrok. Latanie jest fantastyczne, sprawia, że czujesz się wolny.
– A skąd wiesz? – Zapytała zaciekawiona
– Coś tam już próbowałem
– Jak to próbowałeś? Co próbowałeś?
– Ojciec Wojtka ma awionetkę

Znowu nie mogła spać tej nocy.
Cała ta historia z lataniem była jak koszmar.
Absolutnie rujnuje jej życie.

– Dzień Dobry – przywitała się, kiedy usłyszała głos po drugiej stronie słuchawki. Jestem mamą Tomasza. Nie chcę zabierać pańskiego cennego czasu, dlatego od razu przejdę do rzeczy. Nie chciałabym, aby mój syn latał z panem awionetką. Jako matka nie wyrażam na to zgody.
– Tomek skończył już 18 lat, prawda? – Usłyszała odpowiedź.
– No tak, ale on jeszcze jest taki młody i nieodpowiedzialny.
– Jestem wykwalifikowanym pilotem i pracuje w zawodzie od 20 lat. Myślę, że pani obawy są bezpodstawne.
– Tak, być może ma pan rację, ale jednak zostanę przy swoim. Nie chcę, aby latał. Na symulatorze może sobie polatać, ale nie w powietrzu.
– Symulator to dopiero początek
– Proszę pana. Proszę postawić się w mojej sytuacji. Jeśli miałabym wybierać, to wolałabym, aby syn jednak bawił się na ziemi, że tak powiem.
– Ale to on wybiera zabawki.
– Pan nic nie rozumie, prawda? Ma pan dzieci?
– No tak. Wojtek to przecież mój syn.
– I co, pozwala mu pan latać?
– On to pokochał, tak jak ja. To jest jego pasja. Nie mogę mu tego zabronić.
– Widzę, że nie ma sensu z panem rozmawiać. Żegnam pana – odłożyła słuchawkę

Była oburzona.

– Mamuś, zaprosiłem dziś na obiad Wojtka i jego tatę – usłyszała od syna, kiedy wrócił ze szkoły. Chcę, abyś go poznała.
– Już go poznałam
– Wiem, słyszałem o twoim opiekuńczym telefonie. Bardzo go rozbawiłaś. Nie może się doczekać, aby cię poznać.

– Co to jakaś randka?

– Zobaczymy, co z tego wyjdzie. A tak swoją drogą, to fajny z niego gość. To co, ugotujesz coś pysznego?
– Pizzę sobie zamówcie
– I to nie jest zły pomysł

Nie planowała się specjalnie szykować na ten wieczór, tym bardziej, że już nie lubiła tego mężczyzny, choć jeszcze go nie znała.
– Tata Wojtka – przedstawił go Tomek. Moja mama – wskazał na nią

Uśmiechnęła się i on też się uśmiechnął.

– Tak nagle odłożyła pani słuchawkę – powiedział

Szkoda, że dzieci są w domu – pomyślała i od razu przeraziła ją ta myśl. Od lat nie myślała o żadnym mężczyźnie w ten sposób.

– Następną kolację zjemy tylko we dwójkę – powiedział

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

– Jutro o godzinie 8 rano planujemy polatać z młodzieżą moją awionetką. Mamy jedno wolne miejsce i nie wyobrażam sobie, aby mogło być zajęte przez kogoś innego.

– Zaproszenie przyjęte – powiedziała i aż sama się zdziwiła, z jaką łatwością je przyjęła.

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s